środa, 16 sierpnia 2017

Jak to u nas było z plemniorkami męża

Dawno mnie tutaj nie było, bo póki co odpuściliśmy starania, a ja skupiłam się na poprawie swojego zdrowia- chociaż częściowo, bo oczywiście mój misternie ułożony i rozpisany plan spalił na panewce ;-)

Po rozmowie z Kasią postanowiłam napisać dla Was post obrazujący jak wyglądała sprawa z badaniem nasienia u mężczyzny.

Miałam to szczęście, że trafiłam na dobrą Pani Doktor, która w ogóle postanowiła przebadać także męża, a nie tylko mnie. Zacznijmy może od tego jakie badania nasienia może wykonać Wasz mąż/partner.
Podstawowych informacji na temat płodności mężczyzny dostarcza badanie ogólne nasienia. Polega ono na analizie próbki spermy pod kątem kluczowych parametrów takich jak liczba i jakość plemników, upłynnienie i objętość ejakulatu oraz wielu innych.
Najnowsze badania nasienia umożliwiają określenie potencjału prokreacyjnego mężczyzny i dokładne zdiagnozowanie podłoża jego ewentualnych problemów z płodnością.
Dodatkowe badania, które zleca lekarz w momencie, kiedy w podstawowym badaniu wychodzą nieprawidłowości:
  • badanie fragmentacji DNA plemników,
  • morfologii plemników pod dużym powiększeniem (MSOME),
  • test hypoosmotyczny HOS,
  • rozszerzone badanie SOME+HOS
  • test wiązania plemników z hialuronianem
  • separację diagnostyczną plemników
  • diagnostyczną biopsję jądra 
  • MAR Test (obecność przeciwciał przeciwplemnikowych w nasieniu)
  • posiew nasienia
Zrobiliśmy podstawowe badanie nasienia w laboratorium diagnostycznym. Przygotowanie do badania nasienia wygląda następująco:
1) Przed badaniem wymagany jest 3 – 5 dniowy (dokładnie – nie mniej nie więcej) okres abstynencji seksualnej (powstrzymanie się od wytrysku).
2) Na 3 do 5 dni przed badaniem należy powstrzymać się od spożycia alkoholu. 
3) Niesienie należy oddać bezpośrednio do sterylnego pojemnika, który pacjent otrzymuje przed badaniem.
Ważne! Pamiętaj, że aby lekarz mógł prawidłowo zinterpretować wynik badania, poinformuj go o wszelkich zachorowaniach i przyjmowanych lekach w okresie 3 miesięcy przed badaniem. *
4) Jeśli próbka oddana jest w domu nasienie należy dostarczyć do 30-60 min od momentu oddania próbki i przechowywać ją w warunkach zbliżonych do temperatury ciała. Jeśli partner "zawinił" i nie dotrzymał okresu abstynencji lepiej, żeby po prostu szczerze o tym powiedział, bo na pewno wpłynie to na wyniki badania, a lekarz dzięki temu będzie mógł odpowiednio zinterpretować wynik :)

Oczywiście całe badanie nie obyło się bez płaczu, kłótni, przekleństw itp. Zdecydowaliśmy, że podczas pierwszego badania mąż odda próbkę w domu i podrzuci ją do laboratorium. Pojechał sam, więc czekałam na wieści. Jak to zwykle bywa jak się wyśle faceta na badania- pojawił się problem.... Bo w poczekalni było za dużo ludzi, a już minęło 30 min od oddania, więc mąż nie oddał próbki- bo przecież nie mógł zapukać i powiedzieć, że ma do oddania próbkę nasienia... Są mężczyźni, którzy podchodzą do tego całkowicie na luzie, są i tacy, których to badanie lekko krępuje, albo i tacy, którzy w ogóle nie potrafią dopuścić do siebie myśli o wykonaniu tego badania, bo poczują się urażeni. Niestety problem niepłodności dotyczy mężczyzn tak samo jak i kobiet- postarajcie się psychicznie wspomóc Waszych partnerów, żeby jednak zgodzili się na badania. Jeśli zdecydujecie się zrobić to w klinice niepłodności wizyta jest na tyle wygodna, że na męża/partnera czeka cały "pakiet" wspomagaczy w specjalnie przygotowanym do tego pokoju. Druga sprawa- żona/partnerka może wejść z facetem do pokoju i mu pomóc w oddaniu próbki ;-) Tylko trzeba pamiętam, że pomoc ma być "manualna" a nie poprzez stosunek czy sex oralny- przepraszam za dobitność opisu ;-) Embriolog tłumaczył nam na warsztatach, że nie należy dodatkowo zanieczyszczać próbki poprzez ślinę czy fragmenty nabłonka, bo potem ciężko jest oczyścić z tego nasienie.

Poniżej przedstawiam wyniki pierwszym 3 badań męża w zwykłym laboratorium diagnostycznym.











Czerwoną linią zaznaczyłam Wam parametry, na które powinniście zwrócić uwagę w badaniu ogólnym nasienia. Analizując wyniki mojego męża:
1) w każdym z trzech badań żywotność jest poniżej normy. Dodatkowo w pierwszym badaniu ruch postępowy plemników wyniósł tylko 24% przy normie >32%. Jeśli chodzi o ilość plemników w całej próbce oraz w 1 ml nie ma z tym u nas problemu- wyniki są znacznie ponad normy. Jak możecie zauważyć w każdym badaniu % plemników o prawidłowej budowie jest różny. W pierwszym badaniu było ich 5% przy normie 4%, potem było już odrobinę lepiej. W jednym z badań u męża wyszła także aglutynacja. Zmartwiłam się tym faktem, Pani doktor też, ale jak się potem okazało- przy diagnostyce niepłodności mężczyzn mogę sobie zabrać badania z laboratorium diagnostycznego i zrobić z nich sałatkę :/


Po zapoznaniu się z wynikami moja ginekolog zaleciła już po pierwszym badaniu wdrożyć u męża suplementację w postaci Androvitu. Jak widzicie w kolejnych badaniach wyniki nieznacznie się poprawiły, ale szału nie było...

CLO nie dawało efektów, więc odpuściliśmy. Jednak żyłam ciągle z myślą w głowie, żeby jednak zrobić kolejne badania i na własną rękę zapisałam męża (oczywiście po wcześniejszej konsultacji z nim) na badania organizowane w ramach kampanii Płodny Polak z okazji dnia ojca w klinice Bocian w Katowicach. Promocja obejmowała badanie nasienia z morfologią plemników (morfologia dzieli plemniki na A,B,C i D czy te o ruchu postępowym i martwym). Dodatkowo zrobiliśmy posiew nasienia oraz test MAR. Poniżej wyniki:




Na pierwszy rzut oka da się zauważyć, że badanie nasienia w klinice leczenia niepłodności wygląda całkiem inaczej niż w diagnostyce laboratoryjnej. W końcu dowiedzieliśmy się po części w czym jest problem- mąż miał tylko 1,3% plemników A. Generalnie pod uwagę brane są plemniki A+B- ich suma powinna dać wynik >32%. Jak widzicie wynik męża to jedynie 26,3%. Dopiero po uwzględnieniu plemników C załapał się na normę, ale największą zdolność do zapładniania wykazują plemniki A i B (przy inseminacji brane pod uwagę są jedynie A+B). Plemniki D jak to określiła dosadnie moja koleżanka- D znaczy do d*** ;-) Na szczęście test MAR oraz posiew wyszły ujemne- jeden problem z głowy.

Z powyższymi wynikami trafiliśmy do mojego obecnego lekarza dr Cholewy. Po wywiadzie medycznym u mnie i u męża lekarz zasugerował inseminację ze względu na obniżone parametry nasienia oraz moją niepłodność związaną z PCOS. Jedynie od razu zlecił dodatkowo badanie fragmentacji chromatyny, żeby potwierdzić, że inseminacja będzie miała sens. Poniżej wyniki:


Nie wiem jakie są normy jeśli chodzi o to badanie. Dr Cholewa uznał jednak, że wyniki są OK. Przed pierwszą inseminacją na poprawę żywotności i ruchliwości lekarz zalecił mężowi suplementację:
  • Profertil- 2x1 tabl
  • witamina C- 500 mg 2x dziennie
  • witamina E- 400 mg 2x dziennie
Nie powtarzaliśmy badania z morfologią, ponieważ przed inseminacją próbka badania jest poddawana obróbce, ale po 3 miesiącach stosowania w/w suplementów suma plemników A+B wzrosła z 26% do 48%. W przypadku drugiej inseminacji wynik był ten sam.

Reasumując: mój mąż pracuje jako górnik, więc w warunkach szkodliwych, mogących powodować przegrzewanie się jąder. Do tego pali papierosy- z okresami lepszymi, kiedy je rzuca i gorszymi, kiedy do nich wraca... Nie stroni też od alkoholu, bo pije sporo piwa, a w weekendy na imprezie także wódkę. Lubi śmieciowe jedzenie i fast foody. Dużo się rusza, bo bywa, że przez 12-14 godzin pracuje ciężko fizycznie. Laptopa trzyma na kolanach, a telefon nosi w kieszeni spodni. Powyższy opis wskazuje jednoznacznie, że pewnie sam sobie zapracował na takie a nie inne wyniki, bo najwięcej uszkodzeń było w główkach plemników, a one uszkadzają się właśnie jeśli mężczyzna nie stroni od papierosów i alkoholu. Cykl spermatogenezy trwa 72-74 dni. My obecnie cieszymy się życiem i nie narzucamy sobie ograniczeń, ale 1.5 m-ca przed laparoskopią na pewno znowu mąż zacznie przyjmować preparaty na poprawę nasienia, bo wiem, że bez tego szanse na naturalne poczęcie mogą być małe. Nie chcę mu zakazywać tego co lubi, mogę go jedynie ograniczać. On akceptuje mnie taką, jaką jestem i za to go kocham, bo nigdy nie powiedział mi nic na temat niechcianych włosków czy nadprogramowych kg, zawsze dzielnie jeździ ze mną do lekarza na monitoringi i oddaje próbkę kiedy musi. Zadbajcie dziewczyny o dietę Waszych mężczyzn, dobrym źródłem selenu i cynku są orzechy, pestki dyni, słonecznik itp. Ja podrzucam to mojemu mężowi w ten sposób, że na stole stawiam miseczkę z takimi ziarenkami, nic nie mówię, a ona sam po nie sięga :) Tak samo jajka są dla nich dobre, ale oczywiście takie od "szczęśliwych kur". Pamiętajcie, że przed inseminacją/in vitro czy np. po laparoskopii o plemniorki męża/partnera trzeba zadbać co najmniej 3 m-ce wcześniej. Tak samo warto wprowadzić dietę płodności i suplementację dla siebie :) Trzymam za Was kciuki i mam nadzieję, że chociaż jednej z Was pomogłam troszkę zrozumieć co pokazuje nam badanie nasienia :)



* źródło: https://www.klinikainvicta.pl/nie-moge-zajsc-w-ciaze/diagnostyka-mezczyzny/

* źródło: https://www.invimed.pl/p/16,badanie-nasienia?gclid=Cj0KEQjw2s_MBRC5mpTGvM2F4bUBEiQAmWIaczlhOH372qKmSfE0NbJps2dpUuewef2YUJUnevKNriAaAieC8P8HAQ

niedziela, 9 lipca 2017

I znowu upadłam

Dziś znam już wynik drugiej inseminacji- niestety beta negatywna... Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki, dziękuję wszystkim, którzy mi dobrze życzyli i wspierali.

Przyznam szczerze, że nawet nie płakałam. Nie wiem dlaczego, po prostu po 3 latach chyba nabrałam pokory, dystansu do tego wszystkiego, przyjęłam do wiadomości, że choćbym zaplanowała wszystko od A do Z i tak ten perfidny los sprawi, że mój plan się nie powiedzie. Z jednej strony chciałam płakać- bo tak przecież wypada, jestem staraczką i przecież powinnam płakać po kolejnej życiowej porażce, powinnam płakać, że zamiast oznajmić mężowi: kochanie, zostaniesz tatą!, musiałam mu oznajmić: przykro mi, ale znowu się nie udało.

Mamę poinformowałam smsem. Kiedy wróciła z pracy miała minę zbitego psa i próbowała wybadać jak się czuję. A jak ja się czułam? Z jednej strony pokonana- dlatego, że nawet lekarz podczas ostatniego monitoringu napomknął, że coś czuję, że to będzie mój cykl, dlatego, że inseminację miałam w dzień ojca i Pani na recepcji śmiała się, że mąż robi sobie prezent. Z drugiej strony ulżyło mi, bo postanowiliśmy z lekarzem, że jeśli druga inseminacja nie wyjdzie to robimy laparoskopię z histeroskopią wraz z oceną drożności jajowodów i kauteryzację prawego jajnika. Czekam tylko, aż zadzwonią mi z terminem zabiegu, bo podobno trzeba będzie czekać do listopada.

Z jednej strony bardzo mi przykro, że znowu zwiodłam jako kobieta, że jestem beznadziejna, że nie potrafię zajść w ciąży, jestem beznadziejną żoną, bo nie potrafię uczynić męża ojcem, jestem beznadziejną córką, bo nie potrafię uczynić z rodziców dziadków... Z drugiej strony cieszę się, że na jakiś czas odpuszczamy, że znowu sex stanie się przyjemnością, a nie tylko mechanicznym aktem bo musimy TERAZ chociaż mąż jest zmęczony albo ja nie mam ochoty, że nie będę mieć wyrzutów sumienia kiedy wypiję wino, kiedy w dni owulacji wypadnie wyjazd na weekend z mężem i będę musiała przekładać USG.

Odpuszczam starania pod względem stymulacji lekami, bo obecnie mój organizm to ruina- włosy wypadają mi garściami, łącznie z utratą brwi, waga poszła do góry, źle się czuję, mam problemy z koncentracją i spadek libido. 7 cykli z CLO i jeden z Lamettą dały mi ostro popalić i czas skupić się na poprawie zdrowia. Mam sporo, bo około 20 kg do utraty, także czeka mnie długa walka o lepsze zdrowie, o nową, lepszą JA. 18 lipca mam wizytę u dietetyk. Zdecydowałam się na fajny program odchudzający, w cenie mam pierwszą wizytę, dietę rozpisaną na 7 dni, 8 wejść na kapsułę VACU (a na niej mi zależy ze względu na mój brzuch) oraz 4 konsultacje z trenerem personalnym. Pierwszym moim celem obecnie jest zadbanie o siebie, o swoje zdrowie, o swój stan psychiczny, a jeśli w tym procesie "skutkiem ubocznym" będzie ciąża to będę najszczęśliwsza na świecie :)

Nie przestałam wierzyć, że kiedyś się uda, ale na razie potrzebuję odpoczynku od przeliczania dni cyklu, monitoringów, mocnych leków, nacisków na sex w dane dni kiedy lekarz zalecił. Cieszę się, że mam wsparcie i pełną akceptację ze strony męża- wiem, że też mu przykro, że się nie udało, że nie będzie jego małego Andrzejka, ale też wiem, że się martwi o mój stan zdrowia i chce, żebym się czuła dobrze sama z sobą. Chcę teraz schudnąć do zabiegu, a po laparoskopii zamierzam wrócić do ziół ojca Sroki. W między czasie z lekarstw zostaje przy Miositogynie, koenzymieQ10, wit. D oraz planuje zakupić Femibion. No i oczywiście metformax dopóki nie unormuje wagi i glukozy.

A co najważniejsze? Będę żyć tak jak przed staraniami o dziecko- cieszyć się każdym dniem, czerpać przyjemność z szczęśliwych chwil wspólnie spędzonych z mężem i rodziną, więcej czasu poświęcać siostrzeńcowi i sprawiać sobie małe przyjemności. Niedługo mam nadzieję zacznę więcej uwagi poświęcać urządzeniu domu, planować kuchnię, łazienkę, dodatki do domu. A póki co nadal trzymam za każdą z Was! I życzę jak największej ilości 2 kreseczek na testach! :*

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Druga inseminacja

Druga inseminacja już za mną, także czas podzielić się moimi wrażeniami :)

Generalnie inseminacja stała pod znakiem zapytania, bo pęcherzyk niby się powiększał, niby nie, potem doszła kwestia czy estradiol przyrasta, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło. Dr Cholewa sprawdził estradiol w dwóch dniach: w poniedziałek po mojej wizycie u niego oraz we wtorek rano ja robiłam indywidualnie badanie w laboratorium. Wyniki:
- poniedziałek: 84,12
- wtorek: 104,5

W środę byłam na wizycie, pęcherzyk miał około 20 mm i zapadła decyzja, że wieczorem o 22.00 mam podać sobie Ovitrelle, a w piątek rano inseminacja. Dowiedziałam się, że optymalny poziom estradiolu do inseminacji powinien być w zakresie 150-180 także uwzględniając średni przyrost w ciągu dnia w piątek podczas inseminacji estradiol powinien wynosić ok 160.

Pojawił się jednak problem, bo mąż nie mógł dostać wolnego rano w piątek, więc na własne ryzyko poprosiłam o przesunięcie inseminacji na godz. 17:00 (mąż miał oddać próbkę o 15:00). Na szczęście dr Cholewa wyraził zgodę- szczerze powiedziawszy oczywiście posprzeczałam się z mężem o to. Zastrzyk musiałam sobie zrobić o godz. 4:00.

W piątek mąż oddał próbkę, a ja o 17:00 weszłam do gabinetu na inseminację. Tym razem wykonywał mi ją na szczęście dr Cholewa- jednak zaufanie do swojego lekarza gra tutaj dużą rolę i uspokaja pacjentkę. Najpierw lekarz zrobił USG, żeby sprawdzić czy pęcherzyk jeszcze jest czy już pękł. Na szczęście jeszcze był. Wyniki męża były identyczne jak przy pierwszej inseminacji- 28 mln plemników z tego 46% A+B- podano mi 12 mln żołnierzyków :)

Czytałam i słyszałam opinie, że po inseminacji leży się około 10 min- u mnie nie było tak ani razu. Tak samo jeśli chodzi o oszczędzanie się, nie uprawianie sportu czy L4 na 2 tyg po inseminacji. Owszem mam się nie przeforsować, ale lekarz powiedział, że mam żyć normalnie- wiadomo, że nie nadużywać alkoholu czy innych używek ani nie zaczynać teraz biegać wyczynowo jeśli wcześniej tego nie robiłam.

W poniedziałek po inseminacji byłam jeszcze na USG potwierdzić, że pęcherzyk pękł. Wydaje mi się, że nastąpiło to w piątek wieczorem po inseminacji, bo odczuwałam duży ból jajnika, nie mogłam usiąść bez promieniującego bólu. W każdym razie USG wczoraj potwierdziło, że pęcherzyk pękł i jest ciałko żółte. Od wczoraj biorę Duphaston 2x 1 tabl. przez 12 dni. Teraz pozostaje poczekać na wynik inseminacji- po tych 12 dniach mam zrobić test betaHCG z krwi :)

Przedyskutowałam także kwestię: co dalej jeśli się nie uda? Ustaliliśmy, że jeśli się nie uda to zgłaszam się na kauteryzację prawego jajnika. Dzisiaj będę dzwonić umówić termin, bo zostałam już uprzedzona przez dr Cholewę, że terminy są dosyć odległe. W między czasie zanim się doczekam na zabieg będę walczyć z nadwagą- lekarz powiedział, że każdy spadek wagi na pewno będzie pomocny.

Podsumowując- przez 12 dni duphaston od wczoraj, 07.07. test z krwi, pozytyw- umawiam się z lekarzem na USG, negatyw- umawiam się na kauteryzację jajnika i walczę z nadwagą :) To tyle- teraz prawie dwa tygodnie spokoju od wizyt :)

środa, 21 czerwca 2017

Mała nadzieja na pierwszy mały cud

Pisałam niedawno na temat pierwszej inseminacji, która niestety nie przyniosła skutku. Jesteśmy w trakcie przygotowania do drugiej inseminacji. Na moją prośbę dr Cholewa zmienił mi lek z CLO na Lamette (Letrozol).

Początkowo byłam bardzo pozytywnie nastawiona do zmiany leku, bo po 7 nieudanych cyklach z CLO miałam już po prostu dość i nie potrafiłam uwierzyć, że akurat ten 8 cykl będzie szczęśliwy. Lamette brałam w ten sam sposób jak CLO- od 2 do 6 dc po 1 tabletce. Pierwszy monitoring miałam w 10 dniu cyklu. Jaka była moja radość kiedy lekarz stwierdził, że są dwa pęcherzyki po 10 mm- jeden na lewym, jeden na prawym jajniku, ale obstawiał, że owulacja będzie z lewego jajnika, bo na prawym te pęcherzyki ogólnie są większe niż na lewym- pisałam w którymś z postów, że mój prawy jajnik jest mocno policystyczny i nie pracuje.

Kolejny monitoring miałam 14 dc. Niestety okazało się, że pęcherzyki nie rosną- lekarz uznał, że nastąpił błąd pomiarowy pęcherzyków podczas ostatniego badania USG. Ale byłam wściekła! Tak się cieszyłam, że Lametta przyspieszyła wzrost pęcherzyka o całe 10 dni (w cyklu do pierwszej inseminacji dopiero w 20 dc pojawił się pęcherzyk 10 mm), a tutaj takie rozczarowanie :( Na dodatek obwiniałam siebie, że prosiłam o zmianę leku... Dr Cholewa kazał stawić się 16.06. na kolejny monitoring. Akurat mieliśmy z mężem wyjechać. Długo gryzłam się z moimi myślami co zrobić- pojechać w piątek na USG, przepłakać go pewnie, że pęcherzyk się nie pojawił czy pojechać na super weekend z moją przybraną siostrą, bawić się i nie myśleć o niczym? I wiecie co? Zdecydowałam, że jedziemy! Monitoring przesunęłam na poniedziałek, a od czwartku do niedzieli bawiłam się, śmiałam, jadłam niezdrowo i popijałam alkohol oraz tańczyłam pół niedzieli szalejąc na 30. mojej przyjaciółki. Nie żałuję! A teraz powiem Wam dlaczego :)

W poniedziałek pojechałam na monitoring, z miną wisielca, bo byłam PRZEKONANA, że nic na USG nie zobaczę, bo nie czułam bólu jajników ani brzucha. Dr Cholewa chyba wyczuł mój nastrój, bo zanim położyłam się do badania zapytał jak tam odczucia- odpowiedziałam, że nic nie czuję, więc raczej nic tam nie zobaczymy. Lekarz zaczął badanie USG i co się okazało? Mój PRAWY jajnik, nie współpracujący dotychczas w ogóle, zaczął działać! Pan doktor zmierzył pęcherzyk, który się na nim zrobił i miał 18 mm :) Dla mnie to mały cud, bo dotychczas wszystkie owulacje, które miałam potwierdzone były z lewego jajnika! Ucieszyłam się, że jednak prawy jajnik nie jest całkowicie niedziałający. Dr Cholewa zalecił mi jednak zbadać estradiol, bo uznał, że jeśli będzie niski estradiol to nie będziemy robić inseminacji, bo najprawdopodobniej pęcherzyk będzie pusty.

Estradiol w poniedziałek o 16.00 wynosił 84,12. Zalecenie było takie, że jeśli będzie powyżej 100 to we wtorek po południu mam sobie zrobić zastrzyk z Ovitrelle i w środę będzie inseminacja. Lekarz uznał, że mam zrobić kolejne badanie we wtorek rano. Estradiol 104. Dr Cholewa odpisał mi, że wprawdzie rośnie, ale on by jeszcze poczekał i kazał się stawić dziś na USG. Z jednej strony jestem bardzo zła, bo męczy mnie to jeżdżenie- dojeżdżam 60 km w jedną stronę na USG, które trwa 5 min... Z drugiej strony cieszę się, że podchodzi do tego w ten sposób, że woli się upewnić czy jest sens robić kolejną inseminację i płacić za nią 700 zł, a potem płakać znowu, że się nie udała.

Reasumując- trzymajcie za mnie kciuki, żeby dzisiaj monitoring pokazał, że pęcherzyk rośnie i lekarz zdecydował, że inseminacja się odbędzie :)

wtorek, 13 czerwca 2017

Inseminacja krok po kroku

Pewnie część z Was przygotowuje się do inseminacji lub chociaż rozważa ją w przyszłości. Ja byłam w tym temacie zielona- wiedziałam jedynie, że sporo kobiet dzięki inseminacji zaszła w ciążę.
Omówię krok po kroku jak wyglądało przygotowanie do mojej pierwszej inseminacji.

Krok pierwszy- niezbędne badania. Aby doszło w ogóle do inseminacji najpierw ja i mąż musieliśmy zrobić mnóstwo badań. Część z nich miałam jeszcze aktualnych, więc odpadała, ale i tak było ich sporo. Niezbędne badania ze strony kobiety to:
- drożność jajowodów,
- profil hormonalny jeśli choruje na PCOS lub inne choroby hormonalne- u mnie do zbadania był: androstendion, TSH, FT4, prolaktyna, testosteron, DHEAS, antyTPO, antyTG
- biocenoza pochwy (ważne 3 m-ce przed inseminacją);
- cytologia;
- Chlamydia trachomatis, Ureaplasma urealyticum i Mycoplasma hominis;
- AMH;
- p/c treponema pallidum VDRL;
- HIV combo;
- antygen powierzchniowy wirusa zapalenia wątroby typu B HBsAg;
- toxoplazma gondii IgM IgG;
- p/c IgG IgM przeciw wirusowi cytomegalii;
- p/c przecie wirusowi zapalenia wątroby typu C HCV;
- p/c IgG przeciw wirusowi różyczki
Oprócz tego lekarz zlecił mi jeszcze wykonać: lipidogram (cholesterol całkowity, HDL i LDL), krzywą cukrową 3 punktową, hemoglobinę glikolizowaną HBA1C, próby wątrobowe. Te badania zostały mi zlecone ze względu na to, że zażywam Metformax oraz wcześniej miałam przekroczone próby wątrobowe. Dr Cholewa kazał odstawić Metformax na 7 dni i wtedy wykonać krzywą cukrową. Niestety wyniki były podwyższone, z prób wątrobowych także dlatego też kazał się udać do gastrologa lub hepatologa. Gastrolog zbadał w USG wątrobę i uznał, że nie jest stłuszczona, w związku z tym nie ma przeciwwskazań do dalszego leczenia hormonalnego. Lekarz zalecił suplementację: Miositogyn 2x1 saszetka, wit. E 400 mg, wit. C 500 mg, metformax 3x1000 (dawka ustalona przez endokrynologa).

Mąż ze względu na obniżone parametry nasienia musiał wykonać fragmentację chromatyny. W kontekście badania nasienia „chromatyna plemnikowa” to nazwa badania pozwalającego na ocenę genetycznej jakości plemników (ilości plemników z defektami DNA w jądrach komórkowych). Jakości genetycznej nie da się ocenić pod mikroskopem w preparacie bezpośrednim, dlatego samo badanie ogólne nasienia nie pozwala wnioskować na temat prawidłowości materiału genetycznego w plemnikach. Często jest tak, że nieprawidłowe wyniki badania nasienia (szczególnie obniżona morfologia albo ruchliwość) skłaniają do wykonania badania chromatyny plemnikowej, jako badania sprawdzającego, czy przyczyną nieprawidłowości budowy i ruchliwości nie są zaburzenia genetyczne. Poza tym, do tego badania może też skłonić obecność dużej liczby leukocytów w nasieniu – leukocyty  produkują wolne rodniki tlenu (tzw. ROS), które uszkadzają DNA. U mojego męża wcześniej została wykonana morfologia, badanie ogólne nasienia, posiew, test MAR. Test MAR (ang.: mixed antiglobulin reaction) służy do wykrywania przeciwciał przeciwplemnikowych w nasieniu. Jeśli przeciwciała te są obecne, to znajdują się one na powierzchni plemników. Test MAR może wykrywać zarówno przeciwciała klasy IgG i IgA (zależy to od zastosowanego zestawu). To, jakie przeciwciała były wykrywane powinno być zapisane na wyniku. Test ten można stosować rutynowo u wszystkich pacjentów lub też w przypadkach, kiedy podejrzewa się niepłodność o podłożu immunologicznym (słaba ruchliwość plemników, czy aglutynacja plemników odnotowane w ogólnym badaniu nasienia). * Mąż miał obniżoną ruchliwość oraz żywotność plemników i słabą morfologię, dlatego też przed inseminacją musiał zażywać preparat Profertil 2x1 tabl, wit. E 2x400 mg, wit. C 2x500 mg. Przyznam szczerze, że po 3 m-cach zażywania preparatów morfologia plemników A+B poprawiła się z 26% (norma od 32%) do 46% w dniu inseminacji. Dodatkowo mąż musiał wykonać także następujące badania z krwi:
 - antygen powierzchniowy wirusa zapalenia wątroby typu B HBsAg;
- p/c przecie wirusowi zapalenia wątroby typu C HCV;
- p/c treponema pallidum VDRL;
- HIV combo;

Na szczęście mąż jest honorowym dawcą krwi, więc kiedy oddawał krew badania zostały mu zrobione za darmo ;-)

Moje wyniki andostendionu i testosteronu były podwyższone, ale lekarz nie miał przeciwskazań do inseminacji. Wyniki męża z fragmentacji chromatyny także były dobre. Zaczęłam stymulację CLO 1 tabletka od 2-6 dnia cyklu. Pierwsze dwa monitoringi nie pokazały żeby pęcherzyk dominujący miał urosnąć, ale lekarz zdecydował się zaczekać do 20 dnia cyklu. Pojechałam w sobotę na USG do Provity w Katowicach i tam cudownie pojawił się pęcherzyk 10 mm. Kolejny monitoring w środę pokazał pęcherzyk 20 mm. W czwartek rano podano mi zastrzyk z Pregnylu 2x500. W piątek odbyła się sama inseminacja.

Co to tak naprawdę jest ta inseminacja?
Inseminacja (unasienienie) polega na wprowadzeniu do organizmu matki odpowiednio przygotowanego nasienia partnera lub dawcy, za pomocą specjalnego cewnika (katetera). Dzięki tej metodzie plemniki omijają i barierę śluzu szyjkowego i unikają uszkodzenia przez znajdujące się w nim przeciwciała. W zależności od miejsca podania nasienia wyróżnia się 3 rodzaje inseminacji:
  • dojajowodową (ang. fallopian sperm perfusion),
  • domaciczną (IUI – ang. intrauterine insemination)
  • doszyjkową (ICI – ang. intracervical insemination).
Najczęściej stosowaną i zarazem najpopularniejszą z metod stosowanych przez pary borykające się z problemem niepłodności jest inseminacja domaciczna.*

U mnie zastosowano właśnie inseminację domaciczną. W dniu inseminacji dawca nasienia (mąż w moim wypadku) ma ustaloną godzinę na oddanie próbki nasienia na miejscu w klinice. Po oddaniu próbki, dwie godziny później następuje sama inseminacja. Jest to zabieg nieinwazyjny, który trwa parę sekund tak naprawdę. Musiałam położyć się na fotelu ginekologicznym, lekarz wprowadził cewnik i podał nim spreparowane wcześniej nasienie męża- i to tyle. Nie kazano mi leżeć 20 min, nie kazano mi się oszczędzać- wręcz przeciwnie miałam żyć normalnie. Po inseminacji lekarz sprawdził jeszcze w USG czy pęcherzyk pękł. Nie było jeszcze płynu w zatoce Douglasa, ale podobno lepiej wykonywać inseminację na jeszcze nie pękniętym pęcherzyku. Ze względu na brak pęknięcia lekarz zalecił starać się jeszcze naturalnie przez 2 dni. Kolejny monitoring w poniedziałek potwierdził pęknięcie pęcherzyka.

Dwa tygodnie po inseminacji, dokładnie 26 maja, poszłam na betęHCG z krwi. Niestety inseminacja nie zaoowocowała fasolką :(

A teraz koszt, bo jak to niedawno przeczytałam "inseminacja to niewielki koszt". Podsumowując leki, wizyty (monitoringi) oraz sam koszt inseminacji kształtują się one następująco:
- koszt badań przed inseminacją (moje)- około 530,00 zł,
- fragmentacja chromatyny- 300,00 zł
- leki moje i męża- 300 złx3 m-ce przygotowania do inseminacji= 900,00 zł
- monitoringi- 2x80 zł +90 zł +80 zł= 330,00 zł
- zastrzyki z pregnylu- 15,00 zł
- inseminacja 700,00 zł
Łącznie: 2.775,00 zł

Nie liczę oczywiście dojazdu na każdy monitoring, a w jedną stronę mam 50-60 km. Mąż miał także darmowe badania w punkcie krwiodawstwa, ale generalnie chcąc przystąpić do inseminacji trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu 3.000 zł.

















źródło: http://badanie-nasienia.pl/o-plemnikach/chromatyna-plemnikowa/
źródło: http://badaniaprenatalne.pl/inseminacja/

niedziela, 11 czerwca 2017

Czary, modły i gadanie do pęcherzyków

W pewnym momencie kiedy starania o dziecko nie wychodzą zaczynamy poszukiwać nowych rozwiązań, które mogą nam pomóc. Sięgamy wtedy po zioła, okłady, jogę, modlimy się na potęgę czy rozmawiamy z naszymi jajnikami, żeby pojawiły się na nich pęcherzyki owulacyjne.

Przeszłam już zioła ojca Sroki, które piłam 3 cykle. Nie poskutkowały u mnie, ale wiem, że jest sporo kobiet, którym to się udało i dziś są szczęśliwymi matkami. Nie należę do osób bardzo wierzących, ale modlitwa zawsze przynosiła mi spokój i ukojenie, więc miałam już okresy bardziej i mniej "modlitewne"- generalnie jak się staram i mam cykle stymulowane mocno się modlę, a kiedy okazuje się, że się nie udało jak zwykle wątpię i przestaje się modlić.

Już nawet okadzano mnie dymem z kadzidła i wygłaszano jakieś formułki w języku arabskim żebym zaszła w ciążę i wyobraźcie sobie to też nie pomogło😋

Przyznaje się też, że gadam z moimi pęcherzykami- najpierw proszę je, żeby rosły, potem proszę, żeby pękały, a na końcu proszę, żeby się zapładniały. Nawet mąż po ostatniej inseminacji gadał do moich pęcherzyków i mówił, że kiedyś pojawi się tam mały Andrzejek, bo ciągle mnie denerwuje, że tak nazwie syna jeśli kiedyś mu go dam 😌

To wszystko wydaje się śmieszne, bo na ile może to pomóc w leczeniu? Otóż uważam, że może. Bo te sposoby czy też metody wpływają na stan naszego umysłu, a nie zajdzie się w ciąże jeśli umysł jest zajęty czarnymi myślami. Dlatego uważam, że jak najbardziej- odprawiajcie nad sobą czary, módlcie się i gadajcie z Waszymi pęcherzykami jeśli tylko WIERZYCIE, że właśnie to Wam pomoże i ukoi Wasze nerwy i smutki.

czwartek, 8 czerwca 2017

Moja droga od stymulacji do inseminacji

Skończyłam opowiadać historię na tym, że CLO cudownie jednak zaczęło działać i pojawiła się nowa nadzieja. Jednak dostałam jedno ciężkie dla mnie zadanie do spełnienia- schudnąć 10 kg... Już kiedyś schudłam, ale dzięki Meridi i nie skończyło się to dla mnie dobrze, bo odbiło się na moim zdrowiu. Zaczęłam walczyć z wagą dietą i ćwiczeniami. Wybrałam się też do endokrynologa na ponowne ustalenie dawki leku. Pani doktor zaleciła 3000 Metformaxu dziennie (3x1000). Waga zaczęła spadać, ale w ślimaczym tempie. Jednak udało się- w marcu 2016 udało się dobrnąć do 10 wyznaczonych kilogramów.

Pojechałam do Pani doktor- specjalistki w dziedzinie leczenia niepłodności z wynikami badań męża i moimi. Ustaliłyśmy, że stymulacja tak jak poprzednio na CLO- jedna tabletka. Minął pierwszy cykl- porażka... O 6.00 rano poleciałam z entuzjazmem na betaHCB, a o 9.00 dostałam miesiączki. Kolejne załamanie, ale nie poddałam się. Minął drugi cykl stymulowany w ten sam sposób. Znowu porażka... Trzeci cykl stymulowany CLO 2x1 tabletka plus zastrzyk z Ovitrelle- niestety też porażka. Usłyszałam od Pani doktor: zdaje sobie Pani sprawę z tego, że jeśli schudła by Pani jeszcze z 2 kg to się tutaj nie spotykamy na stymulacjach? Tylko fajnie się mówi jak zdrowa osoba zaczyna się odchudzać i ma super efekty... Pewnie większość z Was walczy też z nadwagą przy PCOS i wie doskonale jak frustrujące potrafi to być kiedy człowiek odmawia sobie prawie wszystkiego, ćwiczy, a po wejściu na wagę widzi jeszcze kg na "plus" zamiast spadek wagi...

Potem nastał czas kiedy postanowiłam odpocząć od tego wszystkiego, kochać się znowu na spontanie, jeździć na rowerze, napić się wina, skupić na budowaniu domu i rękodziele, które jest moją odskocznią. I tak sobie z mężem podreperowaliśmy psychikę, żeby nabrać nowych sił, optymizmu do dalszej walki.

W lutym trafiłam do dr Cholewy w Tychach- cudowny lekarz, spokojny, rzeczowy i bardzo skrupulatny, przyjmuje także w klinice Angelius Provita. Zlecił podstawowe wyniki hormonalne dla mnie oraz fragmentacje chromatyny męża. U mnie oczywiście standardowo przekroczony testosteron i androstendion, pierwszy raz poznałam także wyniki lipidogramu- delikatnie podwyższone trójglicerydy i cholesterol LDL, a za mało cholesterolu HDL- ale nad tym pracuje wprowadzając do diety np. awokado.

U męża wyniki potwierdziły obniżoną żywotność i ruchliwość, ale DNA było prawidłowe, więc dostał Profertil, witaminę C i witaminę E. Od razu padła propozycja ze strony dr- INSEMINACJA. Z moją obniżoną płodnością oraz wynikami męża zalecał tą opcję. Zgodziliśmy się bez wahania, wykonaliśmy niezbędne badania i w maju tego roku podeszłam do pierwszej inseminacji. Stymulacja znowu na CLO, cykl miał już stracony, ale w końcu 20 dnia pojawił się 10 mm pęcherzyk, potem jeszcze urósł i 27 dc miałam podany zastrzyk z Pregnylu, a 28 dc odbyła się inseminacja. Test z krwi wypadł akurat 26 maja... Niestety znowu negatywny. Bardzo to przeżyłam, tym bardziej, że był to dzień matki. Życzenia mojej mamie złożyłam z płaczem, potem przyszedł się jeszcze do mnie pobawić roczniak mojej siostry i już w ogóle się rozkleiłam... Ale dzięki mojej kochanej, poznanej na towsrodku.pl siostrzyczce Asi szybko zapomniałam o niepowodzeniach, zresetowałam głowę, naładowałam baterie i walczę dalej :) Szkoda, że wzajemne problemy i cierpienie postanowiło nas sobie Asiu na drodze, ale paradoksalnie cieszę się z tego bardzo, bo mam swoją bratnią duszę, która zawsze mnie wysłucha i pomoże! :*